#bookmonday Nasz mały PRL czyli rzeczywistość czekoladopodobna - Cały Ten Zgiełk

#bookmonday Nasz mały PRL czyli rzeczywistość czekoladopodobna

Czy można zbudować sobie prywatny wehikuł czasu?

Para dziennikarzy i antropologów (I. Meyza i W.Szabłowski) wraz dwuletnią z córeczką postanowiła przeprowadzić niecodzienny eksperyment i przenieść się wehikułem czasu do lat osiemdziesiątych. A dokładnie do roku 1981.

 Autorzy postanowili sprawdzić jak się wówczas żyło dorosłym. Jak wyglądało życie codzienne i relacje międzyludzkie.

W tym celu porzucili sumiennie wszystkie współczesne dobra i udogodnienia, które wydają się oczywistością i nie są na co dzień zauważane. A wtedy stanowiły obiekt marzeń.

Dezodorant.

Miękki papier toaletowy.

Krem, balsam, podkład, puder, błyszczyk, odżywka.

Podpaski. Tampony. (sic!)

Bawełniane wygodne i ładne ubrania.

Pralka automatyczna, zmywarka.

Itd.

I zamienili je na przaśne ciasne mieszkanko, plakaty z Modern Talking, salceson i ziemniaki, watę zamiast podpasek, pralkę franię, meblościankę Kowalskiego itd.

Muszę przyznać, że Witek Szabłowski z zaczeską i wąsem wygląda tak koszmarnie PRLowsko, jak tylko można…

Ich eksperyment to nie tylko przebieranki potrzebne de facto przede wszystkim do promocji książki i zrobienia szumu ale i garść ciekawych uwag na temat ówczesnych relacji. (recenzja książki w Hist Mag tu)

Obnaża wady zarówno PRL-owskiej siermięgi jak i krwiożerczego kapitalizmu.

Czy dzisiaj umielibyśmy przeżyć na co dzień bez podstawowych zdobyczy technologicznych – komórki i Internetu? (mnie ta wizja przyprawia o palpitacje; nic dziwnego – Internet i to co się w nim dzieje to nie tylko moja pasja ale i zawód…)

Wszystkie codzienne sprawy zajmowały dwa razy więcej czasu niż dziś. Detoks od informacyjnego szumu mógłby przyprawić nas o efekt odstawienia.

Wtedy każdy był od każdego zależny, wymieniał się usługami, przysługami i i informacjami. Więcej się spotykano, rozmawiano.

Ale też walczono, gorączkowano się, okazywano wyższość, przepychano, załatwiano poza kolejką..

Na dodatek czytam zatrważającą przytoczoną definicję męża idealnego z poradnika “Zdrowie kobiety”:  Dobry mąż i ojciec oznacza mężczyznę, który nie poje i przynosi do domu zarobione pieniądze. Jeśli do tego pomaga żonie na przykład wynosi śmieci i wykonuje dobre naprawy, jest już niemal ideałem. O rzeczywistym udziale wżyciu rodzinnym, zajęciach gospodarskich i opiece nad dzieckiem tradycyjne kanny rodzinne niewiele mówią“. Zastanawiam się jaki był kontekst tej wypowiedzi i czy to na pewno jest na serio… Wypowiedź ta oddaje jednak z pewnością jakiś odcinek ówczesnej rzeczywistości. Przeczytane przeze mnie “Marzenia i Tajemnice” (teoretycznie) Danuty Wałęsy potwierdzają – w wielu domach tak właśnie było.

Zaraz, zaraz.

Czy tylko wtedy? 

Ewidentnie homo sovieticus przetrwał w nas jak pasożyt i nieźle sobie dalej radzi…

Zmieniła się technologia, ale czy nie jest tak, że nasze słabości i tęsknoty są podobne?

Tymczasem na fali nostalgii mojego pokolenia jak ciepłe bułeczki sprzedają się design i moda inspirowane tamtymi czasami.

Przyglądamy się tamtej erze czasem z przymrużeniem oka, czasem się wzruszamy i udajemy, że do tego oka wpadł jakiś paproch, czasem z hipsterską odwagą obnosimy się z dosłownymi cytatami z epoki typu wąsy (dobrze, że nie nieogolone pachy i nogi…). To dla takich jak my firma Wojas wznowiła kozaki Relaksy. Dziś to znienawidzone niegdyś obuwie kosztuje prawie 400 zł.

Nam jest łatwiej myśleć pozytywnie o pewnych aspektach PRL.

Moje dzieciństwo wcale nie było szare i smutne.

Nie pamiętam też niedoborów – moi, i nie tylko moi, rodzice starali się byśmy nie odczuwali skutków chwiejącej się polityki i ekonomii.

Zresztą nie mając żadnego porównania i punktu odniesienia nie mieliśmy za czym tęsknić…

Za to dokładnie pamiętam moment transformacji, pojawienie się bułeczek  kajzerek identycznych jak od szablonu czy tego, że wejściu MTV i PC-ta z grami komputerowymi do mojego domu zawdzięczam żywe zainteresowanie angielskim:)

Nie warto wskrzeszać trupa, ale można za niego wypić szklaneczkę kompotu porzeczkowego. Za nostalgię naszego pokolenia.

 

*Tekst pierwotnie ukazał się na moim wcześniejszym blogu, Kiddie-and-more

Follow me

Podoba Ci się to, co czytasz? Podziel się!

Przejdź do paska narzędzi