"W czym mogę pomóc?" czyli jak doprowadzić klienta do białej gorączki - Cały Ten Zgiełk

“W czym mogę pomóc?” czyli jak doprowadzić klienta do białej gorączki

Ostatnio wpadł mi w oczy artykuł o ogromie obowiązków mają pracownicy Empiku. I braku czasu w tym ogromie zadań na obsługę klienta. Czasami ciśnie się na usta, że dobrze by było aby pracownicy niektórych sklepów czasem mieli ten sam problem…

Chociażby w drogerii Hebe. Dziś w niedużym sklepie w ciągu 10 minut zostałam 4 razy zapytana, w tym dwa razy przez tę samą osobę (która oczywiście nie patrzyła na mnie tylko jak robot wygłosiła swoją formułkę) o to, czy można mi jakoś pomóc.

Wiem, że klient stojący przed półką i długo się zastanawiający, czytający etykiety może wydawać się podejrzany… Może to szpieg gospodarczy. A może nie umie czytać. A może się zgubił i ma problemy z pamięcią…

Z drugiej strony w otrąbionej wszędzie erze smart shoppera nie powinno to nikogo dziwić.

Zwłaszcza, jeśli dotyczy to kosmetyków. A zwłaszcza dla kobiet. A zwłaszcza kremów, jakie zamierza nałożyć na facjatę.

A może taki klient zabiera miejsce/tlen innym? A może firma ma określoną ilość sygnałów, jakie musi wysłać personalnie do niego w określonym czasie?

Współczuję sprzedawczyniom. Zapewne przechodzą intensywne proklienckie pranie mózgu dotyczące uprzejmości. Od którego efektów klient ma ochotę puścić tęczowego jak Skittles pawia eksplodującego sztuczną słodyczą.

Sklepowa wyuczona uprzejmość umęczonego pracownika irytuje, stresuje i odstrasza. Nie możesz przystanąć, nie możesz się zamyślić, nie możesz dokonywać świadomych wyborów. Masz być popędzanym trybikiem w codziennym targecie sprzedażowym wyrabianym przez pracowników.

Chyba wolę aspołecznego Dantego i Randalla z The Clerks 🙂 No może bez dodatkowych ekscesów jakie im się przydarzały:)

I Alice in Chains ze ścieżki dźwiękowej na okrasę.

 

Follow me

Podoba Ci się to, co czytasz? Podziel się!

Przejdź do paska narzędzi