5 niespodzianek z życia roślinożercy z okazji Światowego Dnia Wegetarianizmu - Cały Ten Zgiełk

5 niespodzianek z życia roślinożercy z okazji Światowego Dnia Wegetarianizmu

Z okazji wczorajszego Światowego Dnia Wegetarianizmu naszło mnie kilka krótkich przemyśleń związanych z niespodziankami, jakie czekają na początkującego roślinożercę.

Od marca tego roku praktycznie wykluczyłam mięso ze swojej diety.

Codziennie toczę boje ze swoimi nawykami, zastanawiam się nad swoimi wyborami, martwię o niedobory i zmieniam się.

Na każdym kroku tej drogi czekają na vegetarian-wannabe rozmaite niespodzianki…

A jakie?

To pięć, jakie mi się nasunęło.

1. Pani dłubak w akcji czyli witajcie strączki

Statystycznie wegtarianin kojarzy się ludziom z trawożercą. Niesłusznie. To raczej
zawodowy stacz kuchenny.
Namaczanie, dłubanie, gotowanie, blendowanie, siekanie, eksperymentowanie staje się jego
codziennością. Wegetarianizm to nie jest tylko micha sałaty, raczej to kombinowanie z
misją zapewnienia sobie zbilansowanej diety.
Jeśli na to nie zwrócisz uwagi, po pewnym czasie czekają…

 

2. Niedobory. Z poradnika anemika.

Po krótkim okresie dość spontanicznego i hurraoptymistycznego neofickiego traktowania
jedzenia nadchodzi czas na zastanowienie się nad nim na poważnie. Zwłaszcza w obliczu
potencjalnych i realnych niedoborów. Witamina b12, białko, żelazo i przeliczniki ich zawartości w wegetariańskich i wegańskich produktach stają się ważnym tematem.
Dlatego zaczynasz zwracać uwagę na to, co kiedyś nie zaprzątało zupełnie głowy, czyli…

2. Wyzwanie śniadanie czyli poranny przegląd lodówki

Jakie jest statystyczne polskie śniadanie? Kanapka z serem i wędliną. Po przejściu na
dietę roślinną trzeba poszukać zamienników.
Nagle okazuje się jak fantastycznie smakują nietypowe połączenia. Moj hit to ciemne
pieczywo z wędzonym twarogiem, suszonymi pomidorami, pestkami słonecznika i świeżą
bazylią lub szpinakiem.  Trzeba szukać zamienników, nowych produktów i połączeń.

A to jest pokłosiem kolejnego tematu, czyli….

3. Eksplozja smaków versus plucie tempehem.

Wegetarianizm to nie kojarząca się z nim tekturowa proteina sojowa (która, notabene
dobrze przyprawiona może stać się interesująca w smaki). To odkrywanie produktów i
przypraw z całego świata.
Płatki drożdżowe – hit. Parmezan z migdałów – delicje. Spaghetti z pulpetami z tofu –
witaj w domu. Hummus tysiąca smaków – codzienność.
Są też niewypały. I,co ciekawe, zazwyczaj dotyczą zastępników mięsa.
Tempeh – sferementowana soja w postaci bloku o wręcz mięsnej teksturze albo seitan czyli
glut z glutenu…  Hmm, do tego trzeba mieć zdecydowanie cierpliwość.

Analogicznie jak do kolejnego tematu.

4. Oczekiwania vs. rzeczywistość czyli parówkowy świat

Nagle pewnym problemem staje się jedzenie w szeroko pojętej “trasie.”

Wycieczki, wyjazdy służbowe należy przewidywać i zabierać prowiant lub jego uzupełnienie.
Na stacjach benzynowych, w małych sklepach czy w fast foodowniach przydrożnych królują burgery, hot dogi, kanapki z salami albo golonka, flaki i inne przysmaki. O pełną warzyw, nie mówiąc o pastach ze strączków kanapkę zdecydowanie trudniej. Zdecydowanie otwiera się nisza, której co dziwne – nikt nie zapełnia.
Takie sytuacje stają się też polem do kolejnej kwestii…

5. Wybory na każdym kroku.

Wegetarianizm jest zdecydowanie traktowany dzisiaj normalnie. Nie jest już fanaberią tylko wstępem do bardziej świadomego życia.
Moją drogę zapoczątkowało  kilka filmów i książek – przede wszystkim “Jeść przywoicie” Karen Duve.. Moja decyzja jest podyktowana chęcią nieuczestniczenia w masowej hodowli, która związana jest z niehumanitarnymi przemysłowymi metodami chowu i uboju, w tym – ze stosowaniem hormonów i toksycznych końcowo dla człowieka substancji oraz planowego okrucieństwa wobec zwierząt.To uprzedmiotowienie i konsumenta i zwierzęcia jest dyktowane maksymalizacją zysku. Jedzenie mięsa z takich hodowli to niema zgoda na bycie symboliczną owieczką idącą biernie za tłumem ku przepaści…

Każdy z nas ma swój próg tolerancji i wrażliwości.

Każdy może zająć stanowisko i zdecydować, co jest w stanie zrobić w obliczu tych faktów. Krokiem ku lepszemu życiu może być chociażby ograniczenie mięsa czy kupowanie go z pewnych źródeł i ekologicznych hodowli.

Ja wyznaczyłam sobie swoje granice. Nikt poza nami nie może nam ich narzucić.

Jestem de facto semiwegetarianką – jem nabiał a także okazyjnie ryby.

Nie walczę z innymi. Nie zmieniam cudzego stylu życia.

Nie dopatruję się obsesyjnie zakazanych składników w potrawach.

Noszę czasem skórzane buty.

Żyję po swojemu i czuję się odpowiedzialna za siebie i swoje wybory.

I to najważniejsze.

Follow me

Podoba Ci się to, co czytasz? Podziel się!

Przejdź do paska narzędzi