Wroclove. Perełki Wrocławia. - Cały Ten Zgiełk

Wroclove. Perełki Wrocławia.

Wakacyjnej wyprawy po Dolnym Śląsku nie sposób nie rozpocząć od jego perły  w koronie – Wrocławia. Miasto kusi dzień i noc, oferując pełen przekrój atrakcji, tajemnic i widoków wartych zapamiętania.

Kilka lat temu bawiliśmy we Wrocławiu jako młodzi (jeszcze) i bezdzietni (jeszcze). W tym roku szukaliśmy pomysłów i miejsc, które zachwycą naszą sześcioletnią N.

Nie obyło się bez wizyty w jednej z najnowszych atrakcji – Hydropolis – jedynym polskim centrum wiedzy o wodzie. Woda to tematyka samograj. Można lać wodę i lać… Samo centrum mogłoby zająć jeszcze raz taką powierzchnię i nie wyczerpałoby tematu. (zabrakło chociażby tematu wody i wodnych katastrof w popkulturze…)

Miejsce zostało stworzone zgodnie z trendem tworzenia interaktywnych, multimedialnych centrów edukacyjnych oraz adaptacji industrialnych przestrzeni. Hydropolis powstało w budynku, który był przez 100 lat głównym zbiornikiem wody czystej dla Wrocławia.

Można tu świetnie spędzić czas – ale raczej ze starszymi dziećmi.  Brakuje tu jeszcze rozwiązań dla przedszkolaka czy równoległej ścieżki spacerowej, jak to ma miejsce w Poznańskim ICHOT. Niemniej całość robi fantastyczne wrażenie. Począwszy od imponującej kurtyny wodnej wyposażonej w drukarkę 3D wyczarowującą wodne wzory, poprzez salę z panoramicznym filmem, (za trudnym dla małego odbiorcy, ale imponującym), któremu towarzyszy kojący głos – a jakże – Krystyny Czubówny (ciekawostka – jest on słyszalny także jako głos narratorki w Oceanarium w najnowszej animacji dla dzieci pt. „Gdzie jest Dory) aż po konkretne ekspozycje.

Na mnie największe wrażenie robi zawsze prezentacja tematu eksploracji największych głębin przez człowieka oraz fantazyjnych zwierząt je zamieszkujących. Pobudza wyobraźnię także porównanie skali różnego typu jednostek pływających – chociażby zestawienie łupinki Santa Marii, na której Kolumb odkrył Amerykę  czy wikińskich drakkarów ze współczesnymi kolosami – lotniskowcami, statkami pasażerskimi czy kontenerowcami.

DSC_088

DSC_102

DSC_107

DSC_137

DSC_123

Odwiedziliśmy także wrocławskie ZOO wraz z jego dumą – Afrykarium.  I… muszę przyznać, że jest to moja ostatnia wizyta w takim miejscu. Dlaczego? Nie umiem sobie poradzić z widokiem smutnych zwierząt zamkniętych  w niewoli  w pomieszczeniach o małej powierzchni. Do rejonu klatek małp w ogóle nie podchodziliśmy z tego właśnie powodu. Zoo jest czyste, dobrze zorganizowane, przyjazne rodzinom. Niemniej mam generalny problem z ideą tego miejsca. A poszliśmy tam z jednego głównego powodu.

DSC_223 DSC_235

Naszym celem było przede wszystkim Afrykarium oraz obejrzenie zewnętrznych wystaw ze zwierzętami wodnymi. Samo Afrykarium imponuje niesamowitym tunelem wodnym. Przechodząc przez niego możemy obserwować przepływające nad głową i obok rekiny, płaszczki, manaty, rozmaite gatunki ryb. Ich zbiorniki są ogromne a do szyby można przykleić się na dłuuugi czas.  Dzieci z pewnością będą zachwycone wizytą.

Poniższy film prezentuje walory tego miejsca.

Moja córka narysowała nieco później dający do myślenia rysunek: małpkę w klatce a na przeciw – dziką wiewiórkę biegającą swobodnie po  zoo. Zapytana o to, co zrobiło na niej największe wrażenie w zoo odparła, że wiewiórka. Nie trzeba tego komentować.

DSC_229

Będąc we Wrocławiu warto zwyczajnie się powłóczyć. Miasto zachwyca zagospodarowanym nadbrzeżem.  Roi się na nim od knajpek i miejsc, gdzie można posiedzieć z rodziną czy przyjaciółmi. Wrocławianie i turyści skwapliwie korzystają z tej możliwości. Widzieliśmy mnóstwo osób odpoczywających w parkach, spacerujących, grających w ringo czy badmintona. Czuło się wręcz „zachodni” powiew swobody, relaksu, wolności.

Zdecydowanie bardzo brakuje tej atmosfery w Poznaniu, gdzie nasza rzeka w codziennej świadomości mieszkańców praktycznie nie funkcjonuje. No, może tylko jako miejsce, z którego cyklicznie wyławiane są kolejne zwłoki… Taka ironia boli.  Ale nie można nazwać zagospodarowaniem rzeki puszczeniem kilku stateczków i tramwaju wodnego oraz postawieniem paru toy toyów ku chwale nadbrzeżnych grillowiczów….

DSC_189 DSC_204

Wrocław to także tysiące knajpek.

Jedliśmy w.. w barze mlecznym Jędruś. Napis na szybie głosi: smacznie, miło, domowo. I tak też było. Obsługiwała nas niezwykle miła pani, która potraktowała naszą N. życzliwie jak babcia przynosząc jej talerz pysznych pierogów z jagodami, śmietaną i cukrem i dopytując czy jej smakowało. Polecamy ten mały bar wszystkim, którzy chcą się poczuć jak u babci na obiedzie właśnie. Za ścianą słychać nawet tłuczenie schabowych:)

Wybraliśmy się też do słynnej Vegi na Starym Rynku – pierwszej w Polsce knajpki wegetariańskiej, aktualnie wegańskiej. Ceny komponowanych zestawów są przeciętne i nie każde danie jest dostępne danego dnia. Niemniej warto jednak tutaj zajrzeć dla samego klimatu. Ja jako poznańska pyra spróbowałam tradycyjnego zrazu… z kaszy jęczmiennej, N. przepysznych naleśników z jabłkiem i sosem truskawkowym a pan mąż – aromatycznej pieczarkowej. Wszystko było smaczne i bardzo świeże. Tłumy waliły drzwiami i oknami. A o tym, że knajpa jest przyjazna zwierzętom może świadczyć bezczelność wróbelków, które śmiało częstowały się moim obiadem.:)

DSC_036 DSC_039

DSC_037

Zajrzeliśmy też do znajdującej się blisko hostelu lodziarni Roma, w której lody są produkowane od 1946 r! Co prawda moim zdaniem choć smaczne, lody nie umywają się do tych z kultowej już poznańskiej Kolorowej. Ale warto było zgrzeszyć dziwnym smakiem lodów pieprzowych z olejem dyniowym… Swój urok ma także stary, tradycyjnie zaaranżowany lokal. Koniecznie trzeba tam zajrzeć!

DSC_071

Zresztą samo otoczenie Nadodrza zachwyca. Widać, że jest to dzielnica, do której dobrali się młodzi. Stare zruinowane budynki kontrastują z hipsterskimi knajpkami czy odnowionymi rezydencjami. Warto pospacerować uliczkami i pozaglądać w czarowne bramy i zaułki.

DSC_056 DSC_062 DSC_206

Zresztą Wrocław jest pełen zaułków i ciekawych miejsc.

Skrywają się w nich pamiątki historii miasta oraz… krasnoludki. Te ostatnie to fantastyczny pomysł na promocję miast a na gadżety i budowanie bajkowej atmosfery przyjaznej turystom bez nachalności, kiczu i sztuczności. Wrocław zresztą oferuje rozliczne i naprawdę ładne krasnoludkowe gadżety oraz przedmioty użytkowe. Nasza N. okleiła nam zachwycona samochód krasnoludkowymi naklejkami.

DSC_160 DSC_167

Na pożegnanie z Wrocławiem przejechaliśmy się Polinką – pomysłową kolejką gondolową. Przejazd trwa 3,5 miuty i dostarcza zwłaszcza dzieciom przeżyć przesuwając się łagodnie nad Odrą.

DSC_249

Po opuszczeniu Wrocławia pojechaliśmy dalej na południe, ale o tym w następnym poście.

P.S OGROMNE podziękowania dla Wioli, dzięki której wizyta w Hydropolis i Zoo były iście królewskie!

Follow me
  • Właśnie za tydzień w sobotę jadę na WroBlog, więc wpis mi się przyda – jeszcze do niego wrócę 🙂

Podoba Ci się to, co czytasz? Podziel się!

Przejdź do paska narzędzi