Off Cinema: "Chwała dziwkom". Santa Muerte, Budda i seks. - Cały Ten Zgiełk

Off Cinema: „Chwała dziwkom”. Santa Muerte, Budda i seks.

Młode dziewczyny przychodzą do pracy, jak do fabryki. Odbijają karty. Ale wcześniej modlą się do Buddy o wielu klientów. Cięcie. Te same skąpo ubrane i mocno umalowane kobiety siedzą w szklanym akwarium.
Po drugiej stronie szyby grono mężczyzn wybiera je jak świeże rybki w restauracji na obiad. Numer 102 robi wszystko… Jeszcze chwila targowania o zniżkę i można udać się windą do nieba.

Slumsy Bangladeszu. Nastoletnia dziewczynka stwierdza, że miała dziś czternastu klientów. W tym jednego bez nogi, jednego karła. Muzułmanka zapewnia, że nie uprawia seksu oralnego, bo nie po to Allah dał jej usta…  Ciemne klitki są brudne, przepełnione. W labiryncie nędzy i beznadziei na betonowej podłodze w hałasie i odgłosach seksu śpią umorusane dzieci prostytutek. Nie ma ucieczki. Przedsionek piekła.

Meksykańska dzielnica uciech. Seks, katolicyzm, śmierć tańczą cumbię w namiętnym uścisku. W oparach cracku i alkoholu starsze prostytutki omawiają tajniki swojej pracy i oszustw na klientach. W drogowym pyle krążą ochoczy mężczyźni. Autami i konno. Kochają seks i wolność, jaką dają im prostytutki, a jednocześnie nimi gardzą. Kobieta, która złapała klienta, targuje się z nim. Każda nowa pozycja to kolejne 100 pesos. 20 minut uciechy i ani minuty więcej. Licznik działa. Santa Muerte spogląda z szafki nocnej.

Genialny dokument, który obejrzałam na pełnej sali w ramach festiwalu Off Cinema w Poznaniu.  oszałamia. To, wraz z „Megacities” i „Śmierci człowieka pracy”, część trylogii poświęconej pracy w najtrudniejszych warunkach. Trylogii o zawodach, które odrzuca świat, a których potrzebuje jako wentyla bezpieczeństwa.

Brak komentarza z offu, pełne wyrozumiałości spojrzenie i otwartość na najbardziej mroczne ludzkie sprawy hipnotyzuje. Podobnie jak piękna, liryczna ścieżka dźwiękowa z wykorzystaniem utworów Bjork i Coco Rosie.

Koniecznie trzeba ten film zobaczyć, poczuć. I posłuchać.

W czasie jego projekcji panowała absolutna cisza. Poza jedną humorystyczną sceną. Ale nie zdradzę, którą.

Jako podsumowanie po obejrzeniu warto przeczytać wywiad z autorem w Gazecie Wyborczej

Sam autor Michaela Glawogger stał się człowiekiem pracy. Zmarł na malarię w czasie ostatniego projektu kręconego w Liberii…

 

Follow me

Podoba Ci się to, co czytasz? Podziel się!

Przejdź do paska narzędzi