"Na pokuszenie". Biel koronek i ogień krwi. - Cały Ten Zgiełk

„Na pokuszenie”. Biel koronek i ogień krwi.

na pokuszenie

Stan Wiriginia. Trzeci rok wojny secesyjnej.
Piękna jesień. Przez gałęzie drzew sączy się miękkie światło.
Niebawem się ochłodzi…

Gigantyczny kolonialny dom skryty w gałęziach róż za wielką bramą króluje nad wyludnioną okolicą.
Z daleka dobiegają strzały armat. Obok domu co jakiś czas przechodzą wojska ciągnąc jeńców skazanych na więzienie lub śmierć.
Gromada wyczekujących końca wojny młodych kobiet pod wodzą właścicielki i nauczycielki, panny Marthy, dusi się w gorsetach i półuśmiechach, zachowując pozory, jakby dookoła nie szalała wojenna zawierucha.
Codzienne modlitwy, lekcje francuskiego i śpiewu wraz z pracą w ogródku i kuchni wyznaczają rytm ich życia.

Nagle, jak to bywa w umoralniających przypowiastkach, wszystko się zmienia –  za sprawą rannego najemnika unionisty sprowadzonego do domu przez jedną z dziewczynek.

Pojawienie się pełnokrwistego Irlandczyka burzy kobietom i dziewczętom krew. Oszołomiony mężczyzna, przed którym rozgrywa się swoisty taniec godowy, próbuje się odnaleźć w sytuacji, wysyłając zmysłowe sygnały i niosąc spojrzeniem i gestem obietnicę spełnienia. Omotanie kobiet to jego szansa na pozostanie w bezpiecznym domostwie i skrycie przed mrokiem wojny.

Na pokuszenie.

Kultura osobista trzyma rozsypujący się porządek w ryzach jak w sztywnym kołnierzyku. Coraz bardziej słuchać rosnący puls tętnicy w rozgrzanych, przebudzonych seksualnie ciałach.

Czy ten taniec spragnionych może dobrze się skończyć?

Widz od początku wie, w którą stronę zmierza rozwiązanie.

Szkoda, że  Sophia Copolla w swoim remake filmu z 1971 r. poza walką o mężczyznę nie dołożyła do dramatu bardziej osobistych wątków i pragnień każdej z bohaterek, nie nadała im charakterystycznych rysów i tła. Szkoda, że nie rozwinęła złożonych relacji między nimi.

Szkoda, że fabuła bardzo prosto się rozwiązuje a różany cierń zostaje higienicznie wydalony ze zdrowej tkanki.

Szkoda, że pozornie feministyczne kino przytłacza wizją kobiety osłabionej w obliczu instynktu, który przejmuje nad nią kontrolę.

Szkoda, że zostało ono także pozbawione wszelkiej realistycznej brutalności, niesmaku, pozostając kinem przystępnym dla każdego, strawnym i bezpiecznym. Niestety w zamian – odpuszczającym ważne wątki (w tym np. rasowe).

Niemniej – pochwała należy się za świetną grę świetnego trio Kidman, Fanning i Dunst.

Wyróżniają się też wyjątkowe kostiumy, zachwyca światło i scenografia.

Wciąga też pozornie świetlisty, acz w istotnie duszny klimat pięknego domu dla panien.

Follow me
  • Ten film jest na mojej liście : do obejrzenia” ! Dzięki za recenzję 🙂

    • Można, ale chyba nie jest to film z cyklu must-watch. Ciekawostka na niezobowiązujące 1,5 godziny:)

Podoba Ci się to, co czytasz? Podziel się!

Przejdź do paska narzędzi