Trzy billboardy za Ebbing, Missouri: Kwaśny smutek. - Cały Ten Zgiełk

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri: Kwaśny smutek.

Frances McDormand wielką aktorką jest.
Kropka.
Tak samo wielką, jak niedocenianą.
I tak samo prawdziwą.
Z dojrzałą twarzą, rozłożystym, silnym ciałem i zmęczonym spojrzeniem świadomej kobiety. Z autentycznością.
Ze skórą naznaczoną czasem i mimiką gotową wyrazić najbardziej złożone emocje.
Była dokonała w Olive Kitteridge i analogiczną rolę gra w Trzech billboardach za Ebbing, Missouri.
Świetne są także pozostałe postaci, każda wyrazista, ciekawa, barwna.
Woody Harrleson w roli szeryfa opuszcza emploi mrocznego kochanka lat 90tych. Podobnie jak McDormand, jednym gestem i spojrzeniem wyraża ból, samotność, troskę, bezsilność.
Te dwie postaci, niby z przeciwnych stron barykady, są de facto bardzo do siebie podobne. I każda z nich wiedziona jest przez miłość.
Podobnie interesujący jest wioskowy głupek Dixon, który za skumulowaną agresją kryje jak to zwykle bywa, totalne zagubienie i kompleks niższości.
Film to inteligentne połączenie dramatu i tragifarsy. Faluje jak życie, w jednym momencie koszmarne, koszmarnie zabawne i groteskowe.
Czy cały film zasługuje na Oscary? Nie wiem. Ale na pewno McDormand, Harrelson oraz niezwykłe, barwne dialogi budujące wyraziste postaci.
Warto zobaczyć ten wartko toczący obraz i zastanowić się, jak daleko my bylibyśmy pójść szukając sprawiedliwości w godzinie próby.
Follow me

Podoba Ci się to, co czytasz? Podziel się!

Przejdź do paska narzędzi