#bookmonday Reporterzy bez fikcji. Książka - matrioszka - Cały Ten Zgiełk

#bookmonday Reporterzy bez fikcji. Książka – matrioszka

To jest książka matrioszka.
Otwierasz, czytasz.
A potem pojawia się w niej informacja o kolejnej książce czy reportażu.
I szukasz jej, czytasz.
A potem szukasz kolejnych publikacji autora.
I wsiąkasz.

Szejnert, szczygieł, Tochma, Kuźniak Smoleński, Ostałowska, Hugo-Bafer, Smleński, Tochman… I i inni w jednym tomie.
A razem znimi ich mistrzowskie granie słowem, dopieszczonymi, precyzyjnymi zdaniami i cięciami. Pytaniami.

Wiele mistrzowskich tekstów dostępnych jest online.

Na przykład “My się nigdy nie nudzimy” o wiejskiej młodzieży, która czeka na sobotę.
(dla prenumeratorów)

“Często jednak postanawiają coś z tą niedzielą dalej zrobić. Mają swoje ulubione zajęcie. – Tak jak ludzie wytępili kiedyś dinozaury, tak my zajeżdżamy stare maluchy i polonezy – opowiada Daniel. – Kupuje się po 200, 300 zł, katuje go, aż stanie. A ile śmiechu przy tym. I tak nam czas leci właśnie. My się nigdy nie nudzimy.”

Albo Mojżeszowy krzak o tragicznym wypadku, w którym spłonęli w drodze na pielgrzymkę białostoccy maturzyści – a inni im nie pomogli.

“Był chłopak, który chciał biec na pomoc kolegom? wyskoczył z autobusu?już biegł?ksiądz go zatrzymał?
To nonses mówi polonistka
Nie pamiętam mówi ksiądz
Czy branie odpowiedzialności za osiemnastolatka oznacza podejmowanie za niego decyzji: nie idź! czy można kogoś w takiej sytuacji wyręczyć?powiedzieć: stój, nie ratuj!
– Nonses absolutny! – powtarza polonistka – Dzieci wypuścić z autobusu?Żeby tam biegły?Nie
– Nie było sensu tam iść- mówi kapłan – Ja?Ja przede wszystkim byłem kierownikiem wycieczki.

Albo “Ja tam ze śmiercią oswojona” o oswajaniu śmierci przez starszych ludzi przez przygotowywanie ubrań do trumny

(dla prenumeratorów)

“I co, cały strój mam chyba nie najgorszy?

Czarny uwielbiam. Na co dzień też chodzę w tym kolorze. Przepieram, nakładam to samo. Jakbym nic innego nie miała.

Bluzkę córka mi kupiła, w zagranicznym sklepie. Bardzo ładna, z hafcikami. Staniczek, pończoszki, halka.

Buty są w woreczku. Nowe, niezniszczone. Nie chodzę w nich, bo na obcasach, a to mi dokucza. Ale do trumny w sam raz. Tam chodzić nie będę. Fruwać będę.”

Czytam “Reporterów bez fikcji” i z każdej strony wyzerają do mnie postawy i emocje ludzi którym kocham reportaże.
Każdy z nich ma inne metody, każdy inaczej pracuje z bohaterami i słowem.

Niektórzy nagrywają, inni notują, inni słuchają i zapamiętują pamięcią fotograficzną. Jedni się angażują, inni odcinają. Jedni idą na żywioł intuicji, inni robią głęboki research.

Efekty?

“Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach albo smród. Żeby się ubrudził, porzygał albo popłakał z bezradności.Chciałbym by czytelnik chociaż na chwilę wszedł w skórę bohatera. Żeby zadrżał i pomyślał: i mnie się to może przytrafić.”

W. Tochman

Chyba w tym tkwi klucz do pasjonującego reportażu.
Musisz poczuć smród potu, tak jak go opisywał Kapuściński- jak pięści wdzierającej się do gardła.
Na chwilę nie żyć, by żyć.
Dobry reportaż to katharsis.

Polecam właśnie dzięki temu drugą rewelacyjną książkę Agnieszki Wójcińskiej. “Reporterzy bez fikcji”:

Follow me

Podoba Ci się to, co czytasz? Podziel się!

Przejdź do paska narzędzi