"Życie prywatne". Opowieść o zwyczajnym szaleństwie. - Cały Ten Zgiełk

“Życie prywatne”. Opowieść o zwyczajnym szaleństwie.

Życie prywatne to spacery z psem. Wino. Rozmowy o literaturze i teatrze.
Czarny humor.

A także:
Nieudane in vitro.
Szorowanie wanny w t-shircie z gołymi czterema literami przed wizytą pani z ośrodka adopcyjnego i dyskusje o zdjęciu obrazu z pania z goła waginą wiszącego centralnie nad stołem w jadalni.
Siniaki po wstrzykiwaniu hormonów w brzuch.
Czerstwe żarty anestezjologa przed zabiegiem.
Tysiące dolarów pożyczane, topione w morzu hormonów.
Czekanie w kolejce u ginekologa. Na telefon. Na komórki jajowe. Na zapłodnienie.
Na dziecko.

To są opowieści o zwyczajnym szaleństwie. O inteligenckiej parze w średnim wieku. Średnio atrakcyjnej. Średnio zamożnej. Średnio szczęśliwej. Takiej jak wielu z nas. Ty i ja.

Nie pragną niczego więcej niż dziecka, którego narodzenie opóźniali przez “feminizm drugiej fali”.

Film nie jest spektakularny. Ani liryczny.
Ale porusza. Dajesz się mu wciągnąć w ten nowojorski rytm codzienności z tostem, w pościeli i z tabletkami na jajeczkowanie.
Kibicujesz sympatycznym, dzielnym i naturalnym bohaterom.

Private Life

Ale nie ma tu prostych recept. Sukcesów. Baby shower. Różu i błękitu.
Jest śmiech i łzy i przekleństwa i nieporadność.
Wszystko w aurze dawnego Woody Allena.

Kathryn Hahn znana z komediowych ról w głupawych Złych mamuśkach odkrywa tu swoją dramatyczną stronę. Paul Giamatti jest sobą – nieporadnym inteligentem.

Warto odkopać sobie ten film ukryty na Netflixie.
A może czasem podesłać jako inspirację życzliwym ciociom życzącym bezdzietnym parom dziecka.

Follow me

Podoba Ci się to, co czytasz? Podziel się!

Przejdź do paska narzędzi