Meatless in Seattle czyli nadchodzi wege mięso - Cały Ten Zgiełk

Meatless in Seattle czyli nadchodzi wege mięso

QMKX4QNQ27

Mija rok od mojego przejścia na wegetarianizm.

I właśnie dzisiaj pan mąż podsunął mi artykuł z Rzeczpospolitej pt. „Podrabianie drobiu”o rosnącej branży substytutów mięsa, o którym dzisiaj parę słów.

Czy wszyscy wegetarianie nie lubią smaku mięsa? Na pewno tak nie jest. Wybór wegetarianizmu zazwyczaj nie wynika z niechęci do niego, ale ze względów ideologicznych czy zdrowotnych.

Zgodzę się z tym, że nic nie zastąpi smaku dobrego burgera, steku czy nawet zwyczajnego schabowego.  Dla osób tęskniących za ich smakiem (należę do nich) powstają zresztą sojowe wędliny (całkiem smaczne, szkoda, że słabo dostępne), parówki (nie za ciekawe), kotlety itd.

Ale to nie te ciągoty są przyczyną prac naukowców nad zastępnikami mięsa.

Kilka tygodni temu rzeczony pan mąż przyniósł mi pochodzące z Tajlandii… prażone pasikoniki. Na spróbowanie. Bo ktoś znajomy przywiózł je z podróży. Nie byłam w stanie nawet zbliżyć się do nich.

Tymczasem dla tysięcy ludzi w Azji czy Afryce jedzenie owadów stanowi zwyczajową codzienność i naturalne źródło zwierzęcego białka.

Świat Zachodu stojący w obliczu perspektywy poważnych problemów z produkcją i dystrybucją żywności związanych ze zmianami klimatycznymi poszukuje jednak zastępników zbliżonych smakiem do mięsa ssaków. Wspomniane negatywne zmiany wynikają między innymi z nadprodukcji mięsa – przenikania wydzielanego tonami przez krowy metanu do atmosfery (wg artykułu uprawy zwierzęce odpowiadają za 15% światowego ocieplenia). Na dodatek mięso produkowane przemysłowo uznaje się dzisiaj za szkodliwe, a czerwone mięso – oficjalnie za rakotwórcze.  Przestaje być chyba także smaczne w związku z kilogramami antybiotyków jakimi faszeruje się zwierzęta dla odporności przed chorobami łatwo rozprzestrzeniającymi się w masowych hodowlach.

Nie da się zaprzeczyć, że stoimy w obliczu impasu.

Jednak owady Zachód traktuje z dużą dozą nieufności. Co nie znaczy, że nie może na nich zarabiać. Przykładowo w podpoznańskim Robakowie (sic!) funkcjonuje fabryka białka owadziego przeznaczonego na eksport.  Raczej nie zapowiada się jednak na światową wielką zmianę na talerzu i przełamanie obyczajowego tabu (przykładowo moje obrzydzenie w obliczu widoku smażonych owadów na talerzy sięgało zenitu.)

Tymczasem w związku z rzeczoną perspektywą kryzysu prace nad mięsopodobnymi smakami trwają.

Autor artykułu przytacza:

  • fińskie eksperymenty z włóknem pochodzącym z mieszanki owsa i fasoli firmy Gold and Green
  • niemieckie Instytutu Fraunhofera – z włóknem z pszenicy, soi i bobu
  • amerykańskie na Uniwersytecie Stanforda i firmy Impossible Foods dowodzące, że za mięsny smak odpowiada krew, a dokładnie – hem, który można pozyskiwać też z korzeni roślin motylkowych

 

Roślinny burger
  • także amerykańskie – firmy Beyond Meat – pracującej nad substytutem z soi i białka grochu
Beyond Chicken Winter Power Bowl height=
Sałatka z substytutem kurczaka
  • i firmy  Muufri – nad mlekiem produkowanym z wody z wykorzystaniem specjalnych kultur drożdży

While the goal is to produce a product as good, if not better, than milk, as ...

meringuesontray.jpg

  • i prace nad bezjajecznym substytutem majonezu Just Mayo opartego na proteinach grochu, podobno średnio smaczny (hola, hola –  majonez naprawdę da się zastąpić – ten z nerkowców jest obłędny!)

Czy i kiedy te cuda wejdą do masowej produkcji?

Jaki będzie ich koszt?

I jaki będzie ich smak? Czy da się realnie stworzyć bezmięsne mięso?

To jeden z kluczowych czynników tego, czy masy zaczną dobrowolnie przechodzić na wegetarianizm.

Jeśli to się nie uda, w którymś momencie albo doprowadzimy do katastrofy ekologicznej, o ile wcześniej nie wymrzemy na nowotwory. Albo ograniczymy hodowle a mięso stanie się towarem luksusowym, przemycanym i wartym fortunę.

Znając nasz autodestrukcyjny charakter obstawiam jednak to pierwsze.

Follow me
Przejdź do paska narzędzi