Taka zabawna historia. 10 cytatów - Cały Ten Zgiełk

Taka zabawna historia. 10 cytatów

c621abf9-4cfb-4737-b80c-596e597509d8

„Zaraz odwiozą mnie do Tworek…”

Jeśli nie znasz tej kwestii wygłoszonej przez Krzysztofa Kowalewskiego to albo przezimowałeś pod lodem przez ostatnie półwiecze albo należysz do pokolenia gimbazy.

Zwyczajnie się nie da nie znać tego fragmentu.

I nie da się nie wiedzieć kim jest Krzysztof Kowalewski.

Sięgnęłam bo wywiad- rzekę z nim autorstwa Juliusza Ćwielucha (bardzo fajna chemia między nimi się wytworzyła) pod znaczącym tytułem „Taka zabawna historia”.

Ona, jak sam Kowalewski, jest wyśmienita.

Pełna i bolesnych wspomnień i ciętego humoru.

Świadomości doświadczeń i korzeni jak i trzeźwego, współczesnego spojrzenia.

Migoczących delikatnie wzruszeń jak i fantastycznego humoru, autoironii, ciętego dowcipu i gagów.

Kowalewski to taki wzór pogmatwanych polskich losów czasów wojennych i powojennych.

Syn polskiego oficera, który zginął w Charkowie.

I żydowskiej aktorki, której bliscy zginęli w Majdanku i która ratowała Żydów z getta, działała w konspiracji, przemycała broń, sprzedawała perfumy by przeżyć i jeszcze grała.

Który przeżył między innymi dzięki swojemu aryjskiemu wyglądowi blond aniołka z niebieskimi oczami. Które wciąż jaśnieją.

Który znalazł się po wojnie w Kielcach, by przypadkiem przeżyć pogrom kielecki.

Który doświadczył  depresji i choroby matki, fizycznie i psychicznie odchorowującej wojnę.

Który jako Żyd po kądzieli doświadczył antysemityzmu a jednocześnie debiutował w roli księdza.

Który grał, spotykał największych świata teatru i o wielu z nich sypie anegdotami.

Który na wszystko patrzy z perspektywy starszego doświadczonego mężczyzny a jednocześnie ma w sobie wieczną młodość, przypieczętowaną późnym związkiem z młodszą kobietą, której owocem jest śliczna mała dziewczynka. I którego wcześniejsze losy i wybory jako partnera i ojca zupełnie nie zasługują na laurkę. Może dlatego, że sam wcale nie zaznał prawdziwej rodziny…

Który jako dziecko bał się odezwać publicznie, nie zdał matury a na egzaminie do szkoły teatralnej został wyśmiany. Po czym został jednym z najwybitniejszych aktorów polskiej sceny.

To wszystko jest śmieszno-straszne. Gorzko-słodkie. Czasem stalowozimne (kiedy pojawiają się wspomnienia wojenne) a czasem skrząco ciepłe.

Książka zdecydowanie warta przeczytania.

Warto przytoczyć kilka różnorodnych cytatów jako aperitif:

 

 JĆ: Ile razy mama uratowała panu życie?

KK: A ile dni trwała wojna?

 

KK: „Nie jadłem już chyba ze trzy dni. Cały czas był ostrzał i nie dało się wyjść. Zresztą nie bardzo było po co. Snułem się po tym mieszkaniu i szukałem czegokolwiek, co jednak można byłoby zjeść. Grzebałem w szafach. Patrzyłem po szufladach. I w końcu gdzieś na samym dole była jedna, kompletnie pusta.  Otworzyłem, zagrzechotało: taka sucha przylepa chleba. Złapałem ją i przeczołgałem się do przedpokoju, bo tam nie było okien, a ciągle strzelali. Położyłem się na koszu i ssałem ten suchy chleb . I tak przez kilka godzin. Ta zapomniana przez kogoś pajda uratowała mi życie. Jeśli kiedyś byłem naprawdę blisko śmierci, to chyba najbardziej wtedy.

 

KK: Pamiętam, jak Aleksander Bardini, opiekun jego (R. Wilhelmiego) roku oznajmił, że sa pewne oznaki, że student Wilhelmi rozpoczął pisać pracę dyplomową, „Jakie panie profesorze?”. „Wypożyczył ze szkolnej biblioteki „W pustyni i w puszczy”.

 

KK: W teatrze tak nie ma, że każdemu po równo albo według talentu. Dyrektor jest bogiem wszechmogącym. I nikt mu się nie będzie wtrącał. Chłopi pańszczyźniani to przy aktorach wolni ludzie.

 

JĆ: Pierwsza rola filmowa i  od razu w największym hicie kasowy polskiej kinematografii. Przyznaję jednak, że umknął mi moment, w którym grał pan w Krzyżakach.

KK: A pamięta pan taką scenę, że w czasie bitwy leci taki las strzał? Ta siódma po lewej jest właśnie moja.

 

KK: Nasz wykładowca, genialny profesor Aleksander Michałowski miał na przykład taką teorię na temat Otella: „To jest taki gość, który jest jeszcze na morzu, ale ch… ma już na brzegu”. Musi pan przyznać, że trafia to do wyobraźni i daje jasny komunikat na temat motywacji postaci.

 

KK: Pamiętam, że ze szkolnej biblioteki znosiłem jej stosy książek. Pochłaniała jedną za drugą. Po roku miała w małym palcu całą polską klasykę. Tylko, że chyba za szybko przyswoiła ten materiał, bo ciągle jej się coś myliło. Wchodziliśmy  do SPATiF-u a ona pytała, czy przy tamtym stoliku siedzi: „Witkiewicz, Mickiewicz czy Minkiewicz?”

 

JĆ: Mocno się piło?

KK:Sportowo. Dużo treningów. Sporo zawodów. Niektórzy szli nawet na wyczyn.

 

JĆ: „Wiktor twierdzi, że to może lepiej, że się rozwiedliście i go nie wychowywaliście, bo mając takich rodziców, zostałby albo zbuntowanym muzykiem, albo narkomanem.”

 

KK: Kiedy zacząłem częściej pojawiać się w telewizji, zacząłem też dostawać więcej propozycji w filmie.W 1970 r. zagrałem w czterech produkcjach. Małe, ale cholernie ważne role, na przykład milicjanta przebranego za pracownika gazowni

JĆ: Takich ról rzeczywiście nie można lekceważyć.

KK: Och, było ich dużo więcej. Na przykład „koleś zaczepiający hippisa.”

 

I tak dalej…

Czytaliście?

Follow me
Przejdź do paska narzędzi